Reformizm, stopniowanie żądań i odwracanie kierunku głównych walk. Czyli dwa źródła i dwa obozy niepotrzebnych zahamowań.
Dzisiejszy materiał poświęcić chcemy podsumowaniu i krytycznym rozważaniom wynikającym z udostępnionej ostatnio, przez nas relacji z protestów Strajku Kobiet. Rozważania te nie zawierają całości krytycznych obserwacji na temat tendencji w ruchu, te które tyczyły się pojednawczych i reformistycznych praktyk tradycyjnego przywódctwa przywołane zostały już w poprzednim materiale. Chcemy wskazać tu to, co bez szerszego spojrzenia na historię mobilizacji kobiet i bez analizy ogólnopolskich relacji może wielu z nas umknąć.
Ogólnopolska mobilizacja gromadząca dziesiątki tysięcy osób bezapelacyjnie stanowi wyrażenie bardzo głębokich i słusznych nastrojów sprzeciwu w społeczeństwie. Kwestia prawa aborcyjnego pozostaje do dziś głównym katalizatorem największego postępowego ruchu masowego w III RP. Jednocześnie, pomimo wygaśnięcia ogromnej fali protestów z 2020 roku i jej likwidacji na rzecz polityki wyborczej liberałów, widzimy jak w każdym zakątku kraju nastroje i iluzje obecne w ruchu przed laty rozbijają się o otwarty gniew i odrzucenie fałszywych sojuszników przez pracujące kobiety. Zakorzeniony w każdej fali protestów motyw, to próba przybliżenia formy protestów „Strajku Kobiet” do rangi pełnoprawnego strajku – ten rodzaj protestu z definicji angażuje masy pracujące w porzucenie swoisk stanowisk pracy i stanowi naturalny punkt eskalacji, który próbowano zrealizować już w szczycie protestów kobiet w 2020 r. Tego rodzaju taktykę obierały zresztą pełnoprawne strajki kobiet w innych krajach, jak choćby w Islandii, gdzie robotnicze kobiety w 1975 r. podjęły się pełnoprawnego strajku generalnego w udanej walce o przyjęcie prawa antydyskryminacyjnego na płaszczyźnie płci. W III RP, państwie wywalczonym dzięki masowym strajkom lat 80tych, prawo do strajku wciąż nie istnieje. Musimy tutaj zarówno rozpoznać tą organiczną tendencję, jak i uczyć się z doświadczeń naszej klasy.
Co istotne w obecnej fali, to rosnąca świadomość konieczności wyjścia poza wszechobecne stopniowanie żądań, działające na modłę reformizmu, służącego zasłonie dymnej nieudolnych liberałów. Jednocześnie nie sposób zauważyć, że reformizm wciąż objawia się w ruchu kobiecym w nieco innej formie, gdy jako fundamentalną barierę do eskalacji podnosi się nominalną nielegalność strajków samą w sobie. Jasnym jest z jednej strony, fakt że brak legalnych strajków o charakterze politycznym – (spuścizna polityczna socjalfaszystów z PRLu (obowiązujący dziś zakaz został wprowadzony za Jaruzelskiego) – jest jednym z głównych hamulców szerokiego wachlarzu walk, uniemożliwiającym efektywne wykorzystywanie przez klasę pracującą jej siły ekonomicznej. Jednak właśnie ta forma strajku była historycznie stosowana przez pracujących nawet w schyłkowym okresie skrajnej reakcji socjalfaszystowskiego PRLu, jak choćby w fali strajków z 1988 roku – pomimo ich nielegalności i znacznie poważniejszego ryzyka brutalnych represji.
W kluczowym momencie protestów z 2020 r. propagowano już absencje z pracy, gdy wezwania do praktyki przypominającej strajk generalny wybrzmiewały niezależnie od centrali związkowych . Setki tysięcy kobiet wzięły 28 października 2020 r. wolne, bądź – według ówczesnych zaleceń Marty Lempart – objęte zostały dobrowolnym przyzwoleniem na jednodniową absencję, lub wcześniejsze wyjście z pracy za zgodą przychylnie nastawionych do kobiet pracobiorców. Masowe absencje z 2020 r. pokazują, że materialne podstawy i gotowość samych kobiet pracujących do eskalacji w strajk generalny są faktem. To wszystko mimo ich nominalnej nielegalności oraz konserwatywnego i stopniowego podejścia do tej kwestii centrali związkowych, czy też otwarcie pojednawczej polityki przywódców ruchu wobec kapitału (w kontekście apeli o dogadywanie nieobecności w pracy lub branie urlopów).
Kwestia prawa aborcyjnego pozostaje dziś głównym problemem, wokół którego buduje się zalążek rzeczywistej masowości mobilizacji w naszym kraju – koniecznej dla generalnego charakteru akcji strajkowych wogóle. Sama walka o szerszą legalność strajków, w tym legalność strajku politycznego, nie może w takim wypadku być wstępnym warunkiem dla ich organizacji, kiedy kwestie, które aktualnie mobilizują tak szerokie masy, organicznie kierowały się już ku pochodnym od strajku politycznego taktykom. Tego rodzaju gradualizm żądań nie tylko wlecze się w ogonie sprawy, o którą już walczą rzesze zgromadzonych kobiet, ale również nosi u sedna te same reformistyczne ambicje, które niósł ślepy skręt w reformizm strajku kobiet w 2020 r. Tak, jak słuszne żądania same w sobie nie wystarczają do odzyskania prawa do aborcji, tak samo komisje sejmowe, wybiórcza presja medialna i ograniczone wzgledem protestów kobiecych, protesty na rzecz reformy prawa strajkowego nie niosą same w sobie zagrożenia dla klas rządzących, które jest warunkiem ich ustępstw. Przy okazji słusznej walki przeciwko wulgaryzacji terminu i praktyki strajku, przez rytualne marsze protestowe i w walce o rozwój niższych form oporu w wyższe, musimy pamiętać ze w obecnym systemie nie ścigamy liniowego postępu lecz wyłamania. Walki ekonomiczne i polityczne w kapitalizmie stanowią dwie strony tego samego medalu, który zawsze wykuwany jest na przekór rządzącym, a nie otrzymany przez nas na tacy, w zgodzie z nimi.
Prawo do aborcji, o które walczymy, ustanowiono w innym kraju, w Polsce Ludowej, na tle ogromnych zmian relacji ekonomicznych, za którymi szły zmiany porządku prawnego. Legalizacja aborcji w końcowym momencie postępu tych relacji – tuż przed zwrotem z 1956 r. – miała miejsce w klimacie politycznym, który charakteryzował się rozwojem środków wytwórczych, nauki, techniki i gospodarki narodowej według obiektywnych interesów pracujących kraju – niezależnie od ich płci. Każdy może dziś zweryfikować ówczesny okres jako postępowy nie tylko w sensie wyzwolenia społecznego i ekonomicznego, ale również dla prawdziwej socjalnej wolności jednostki – od nędzy i od wplątania w sieć zabobonów.
Obecna sytuacja z nielegalnością aborcji i prawa strajkowego, pomimo iluzji liberalnej demokracji, zaplątana jest właśnie w tą sieć relacji kapitału. Relacji, które w interesie mają zepchnięcie mas pracujących, szczególnie kobiet na tyły życia politycznego. Rządzący mają w interesie odmawianie nam wszystkim opieki zdrowotnej i innych świadczeń socjalnych. Zrzucenie odmowy ich realizacji na grzbiet ideologicznych przepychanek jest zarazem tańsze, jak i spycha nasze walki do rangi obrony coraz to bardziej podstawowych praw demokratycznych, ekonomicznych i cywilnych. Relegacja dyskursu o aborcji do przestrzeni reakcyjnych zabobonów, martwych ideologii wynika tu więc również z potrzeby rozbicia jedności mas pracujących. Tym samym taniec liberałów i socjaldemokratów przeciwko otwartym reakcjonistom na deskach Sejmu przyćmiewać ma konieczność otwarcie konfrontacyjnej walki o prawa i zdobycze ogółu pracujących. Zdobycze te mają organiczny związek z taktykami naszej walki, które w wyższych formach uderzają w interesy kapitalistów, dla których to obrony istnieje obecne państwo. Tym samym, w 2020 roku, nawet gdy wznoszono właściwą taktykę eskalacji protestów w strajk, to na każdym kroku zawierano bezsensowne prośby o negocjacje z kapitalistami na temat wyjścia na protesty, o przyzwolenia na opuszczenie pracy, wykorzystanie dni urlopowych itd.
Wszystkie stosowane w strajku kobiet taktyki, propagowane przez osoby stające w pozycji liderów, oscylowały i często wciąż oscylują wokół wyższych form walki, cierpią one jednak na jedną z dwóch (lub obie) słabości: 1. Ślepą wiarę w potencjał stopniowych reform, lub 2. Odrzucenie klasowego, antykapitalistycznego charakteru eskalacji form protestu w strajk. Słabości te przejawiały się w pojednawczym sposobie, w jaki próbowano zorganizować strajk, w rozłączeniu żądań ekonomicznych i politycznych, jako dwóch kompletnie różnych walk, tudzież w najnowszej odsłonie poprzez stawianie wstępnych warunków do eskalacji, dopiero po podjęciu mobilizacji propagowanej, przez centra związkowe i osiągnięciu nominalnej legalizacji strajków. W walce o aborcję, o prawa pracujących kobiet, musimy spojrzeć tak samo na rok 2020, 2016, jak i na strajki lat 80-tych oraz rzeczywistość reform w demokracji ludowej. Musimy zauważyć, że to, co było osiągalne w momencie najbrutalniejszej represji mas pracujących, w latach 80tych, jest tym bardziej w zasięgu największych mobilizacji w kraju XXI wieku. Nastawienie walk przede wszystkim na demokratyczne otwarcia, w dzisiejszym świecie ujmuje klasowemu charakterowi wszystkich państw, które, tak samo jak Polska, stanowią jedynie formę organizacji interesów wymierającego od własnych sprzeczności kapitalizmu monopolistycznego. Wiedząc, że każde państwo, niezależnie czy zarządzane faszystowsko czy pod egidą pluralistycznej demokracji liberalnej, jest formą dyktatury klasowej, zrozumieć możemy konfrontacyjny charakter walk nawet o najbardziej podstawowe zdobycze.
Ponadto, właśnie dlatego, że współczesne państwa reprezentują dyktaturę interesów systemu upadającego pod własnymi sprzecznościami, musimy zrozumieć że stopniowa, liniowa walka o reformy, stając naprzeciwko stopniowego, a czasem i gwałtownego wszechobecnego rozkładu, jest zgubną taktyką i tendencją kłócącą się z rzeczywistością. Walka w sposób wyłamujący się od nominalnie dostępnych nam „legalnych” środków nie jest więc pustym radykalnym frazesem, lecz trzeźwym spojrzeniem na szeroką rzeczywistość. Musimy iść naprzód w nastawieniu na walkę o nasze prawa, a nie błagania o „dobroduszne” reformy, widząc na przestrzeni doświadczenia ostatnich 80 lat to, jaka demokracja służyła naszym obiektywnym interesom, a jaka jest jedynie pluralistyczna w rozumieniu rozpiętości jadowitej sieci interesów administratorów kapitału.

