Przeczytaj relację Sprawy Powszechnej i działaczy Akcji Antyimperialistycznej z czwartkowych protestów kobiet.

Wstęp

W czwartkowy wieczór 22 października w blisko trzydziestu miastach kraju reaktywowano inicjatywę protestów „Strajku” Kobiet. Wydarzenia te w formie ogólnokrajowej funkcjonują co najmniej od czasów swojej pierwszej fali z 2016 roku, kiedy to odbywały się pod egidą „czarnych protestów”. Obecna fala rozpoczęła się w szóstą rocznicę ogłoszenia haniebnego wyroku TK z 2020 r., który zacieśnił jeszcze mocniej kryminalizację aborcji.

Aborcja „na życzenie” była głównym żądaniem zarówno początkowych czarnych protestów, jak i obecnych demonstracji organizowanych pod nazwą „strajku”.

Obecne przepisy podtrzymują w większości założenia reakcyjnego „kompromisu” aborcyjnego z lat 90-tych. Kompromis ten istnieje jedynie pomiędzy interesami reakcyjnych środowisk skrajnie prawicowych i Kościoła katolickiego, a interesami liberałów i socjaldemokratów. Ci pierwsi, prowadzą swoją antyludzką politykę krajową na modłę obcego kapitału, forsując ograniczenia praw, w szczególności praw nieprzychylnych im kobiecych mas pracujących. Ich polityka dąży do ograniczenia udziału kobiet w polityce poprzez przywiązanie ich jak najściślej się da do patriarchalnego modelu dominacji społecznej, typowego dla społeczeństwa klasowego. Model ten, w ostatecznym rozrachunku, będący niczym innym jak „uciskiem żeńskiej płci przez męską” (F. Engels, „Pochodzenie rodziny, własności prywatnej i państwa”), polega dziś na zepchnięciu ich do roli kur domowych i maszyn rozrodczych, podwójnie uciśnionych przez przywiązanie do pracy reprodukcyjnej. W polityce aborcyjnej w szczególności, logika ta przesuwa kwestie służby zdrowia w polityce rozrodczej na płaszczyznę reakcyjnych, zacofanych i idealistycznych wzorców ideologicznych. Debata z konkretnych ram ochrony zdrowia, życia i dobrostanu kobiety, przenoszona jest na płaszczyznę wartościowana potencjalnego przyszłego życia płodu. Efekty tej polityki jednoznacznie widać w momencie śmierci dziesiątek kobiet, którym odmówiono opieki zdrowotnej w formie aborcji, pomimo m. in. wad płodu, które od 2020 roku, przestały być jedną z przesłanek do „kompromisowej” aborcji.

Tymczasem, liberałowie i socjaldemokraci, będący reprezentantami drugiej strony wspomnianego „kompromisu” aborcyjnego stanowią siłę, która za każdych rządów PO czy SLD podtrzymywała historyczne przepisy z 1993 r. Jest to jednocześnie siła, która pozostaje niezdolna do przezwyciężenia ograniczenia komprmisu o przesłanki embriopatologiczne (wady płodu), usunięte z porządku prawnego przez TK w 2020 r.

Jasnym jest więc, że obecna fala protestów uderza przede wszystkim w bezczynną koalicję rządzącą. To jej członkowie są współwinni zepchięcia kobiet poza ramy podstawowej służby zdrowia na przestrzeni ostatnich przeszło trzydziestu lat. W zeszłym tygodniu, pod presją społeczną przegłosowano nowelizację przywracającą warunek embriopatologiczny oraz znoszącą karę 3 lat więzienia za pomoc w przerwaniu ciąży, efektywnie wracając do punktu zero „kompromisu aborcyjnego” (co oczywiście i tak się nie wydarzy, przez nadciągające weto prezydenckie). Przedstawiając takie ochłapy w 2026 roku, jako racjonalne żądania, rząd jest odpowiedzialny za obecny stan trwającej epidemii klinicznego kobietobójstwa i po raz kolejny wyciera sobie mordę zdrowiem oszukanych Polek.

Co należy podkreślić – obecne partie polityczne w Sejmie, niezależnie od swojej retoryki, stanowią siły które albo bezpośrednio przyczyniły się do zaostrzenia obecnej katastrofalnej sytuacji kobiet (PiS, Konfederacje), albo pustymi obietnicami zbywały ich wezwania do cofnięcia fali coraz mocniej zaostrzającej się  antykobiecej polityki patriarchalnej (PO, Lewica, PSL czy głosujące na obecny gabinet Razem). Dziś, w sprawie kwestii kobiet nikt już im nie ufa.

Korespondenci Sprawy Powszechnej i działacze Akcji Antyimperialistycznej udali się, w czwartek na protesty w: Szczecinie, Warszawie, Koszalinie i Krakowie, żeby zdać relację z przebiegu tej trzeciej już po 2016 r. i 2020 r., ogólnokrajowej fali protestów o prawa kobiet.

Szczecin

Na demonstracji w Szczecinie pojawiło się około 200-250 osób, w tym media lokalne i  ogólnopolskie. 

Dzięki zakazowi flag i banerów partii politycznych demonstracja nie stała się, jak w przypadkach pryzywołanych w późniejszych relacjach z innych miast, wiecem żadnej partii, jedynie działacze Razem rygorystycznie wręczali naklejki ze swoją partyjną marką każdej obecnej osobie. Wypowiedzi przemawiających nakreślały przekrój postaw i nastawień wobec rządzących i systemu politycznego który doprowadził ich do władzy. Jedni mówili o rozczarowaniu po oddaniu głosu na Koalicję, podkreślając swoją rolę w odprowadzeniu PiSu od władzy, drudzy wyrażali sprzeciw systemowi liberalnej demokracji, podkreślając wagę samoorganizacji i niepozwalanie na wykorzystaniu demonstracji do ugrania kapitału politycznego przez partie polityczne. Po wypowiedziach tych drugich tłum głośno skandował rewolucyjne hasła: „Rząd na bruk, bruk na rząd!„, „Rewolucja jest kobietą!„, „Umiemy gotować, zgotujemy wam rewolucję!„. Ostatnie z haseł widniało również na bannerze, obecnym od lat na kobiecych demonstracjach w Szczecinie . Warto zaznaczyć, że podobne hasła skandowano podczas pierwszej fali protestów kobiet, jednak cały rozpęd mas został wtedy spacyfikowany przez liberalnych polityków motywujących do zagłosowania na nich. Wszystko to pokazuje wysoką frustrację systemem i potencjał obrotu polskiego ruchu kobiet w bardziej rewolucyjnyme ramy i praktyki. 

Po zgromadzeniu na Placu Adamowicza odbył się przemarsz pod biuro poselskie KO, gdzie skandowane hasła stały się jeszcze głośniejsze, a symboliczna „czerwona kartka” została zostawiona z napisaną przez uczestników listą żądań. Po tym organizatorka zakończyła zgromadzenie. Kilka minut później po raz pierwszy pojawiłosię światło w biurze KO. Zgromadzone osoby po raz kolejny zaczęły skandować żądania wobec rządu, jednak tym razem organizatorka i policja próbowali wspólnymi siłami rozproszyć tłum, co podkreśla zarówno absurd obecnego prawa zgromadzeń, a w szczególności legalistyczne i performatywne ramy, w których organizatorzy demonstracji w Szczecinie postanowili zamknąć słuszną złość zgromadzonych.

Warszawa

W Warszawie demonstracja przebiegła natomiast w znamienny sposób, mieszający hasła miękkiej krytyki stanu praw rozrodczych w Polsce dobiegających spod głównego namiotu, z prawdziwą radykalnością protestujących. Przemowy rozpoczynających demonstrację radykalnie-liberalnych działaczek zostały szybko przyćmione rzeczowością stanowiska nt. braku prawa do strajku, który musi być bronią w rękach mas walczących o podstawowe prawa demokratyczne, w tym prawa rozrodcze. Choć niejedna przemowa wyrażała rozczarowanie kłamstwami i pustymi obietnicami rządzącej koalicji, to właśnie z tłumu wyłaniały się ostre slogany np.: „Je*ać Tuska„. Ten sam tłum stanął na wysokości zadania, gdy demonstrację zaczęła prowokować grupka antyaborcyjnych działaczy.

Skandując „Moją siostrę będę bronić„, wypchnięto bronionych przez policyjnych zdrajców klasowych nagabywaczy poza okolicę zgromadzenia. Kiedy reakcyjni działacze ponownie pojawili się z drugiej strony kilkutysięcznego zgromadzenia, ludzie nie bali się eskalacji i przystąpili do starć z kordonem policji ochraniającym antyaborcyjną szajkę. Przebieg protestu w Warszawie pokazał gotowość do kontynuacji walki o prawa kobiet w Polsce, bez względu na nastawienie czy to załganego rządu, czy też na hamujące praktyki i nastroje zawodowych aktywistów w przewodnictwie Strajku Kobiet.

Koszalin


W Koszalinie demonstracja odbyła się na rynku staromiejskim, gdzie pojawiło się ok. 70 osób. Protest zorganizowany został przez zarząd okręgu Razem, więc nie powinno dziwić, że momentami przypominał on wiec poparcia owej partii. Osoby przemawiające podnosiły krytykę wobec obecnego oraz poprzedniego rządu, dzielono się również historiami życiowymi związanymi z walką o prawa aborcyjne. Jedna  z uczestniczek wskazywała że u źródła problemu stoi system kapitalistyczny, a najskuteczniejszą bronią którą możemy użyć w celu odzyskania praw do bezpiecznej aborcji jest strajk polityczny. Strajk w pełnym tego słowa znaczeniu, w przeciwieństwie do blokowania ulic dużych miast po godzinie osiemnastej, wywiera faktyczną presję na rząd poprzez zaburzenie porządku ekonomicznego. Co znamienne dla liberalnych uzurpatorów obecnej sytuacji – ostatnie z wymienionych przemówień zostało przerwane przez organizatorkę, nie przerywane natomiast były przemówienia zachęcające do głosowania na partię Razem.

Na proteście znajdowało się również stoisko zbierające podpisy dla inicjatywy ustawodawczej „Dość Zakazów Strajku”. Przeciwnicy praw kobiet zebrali się do modlitwy pod pomnikiem znanego obrońcy pedofili oraz świętego Kościoła Katolickiego, Jana Pawła II, znajdującego się pod katedrą, kilkadziesiąt metrów od demonstracji. Poza werbalnymi atakami wobec aktywistki rozdającej ulotki obyło się jednak bez incydentów.

Kraków

Protest krakowski zgromadził około tysiąca uczestniczek. Maszerując spod Placu Wszystkich Świętych, tłum minął „okno papieskie” Archidiecezji krakowskiej. Miejsce to stało się, jak w trakcie każdej fali Strajku Kobiet, głównym symbolem wpływu reakcyjnej ideologii kościoła katolickiego na kwestie opieki zdrowotnej kobiet. Tłum maszerował następnie kilka godzin, mijając Rynek Główny i udając się pod regionalne biura PSLu i Koalicji Obywatelskiej.

Co wyróżniło mobilizację krakowską, to rozsławione w różnych mediach wyrzucenie uzurpatorów z KO z demonstracji. Ci przywlekając banner mówiący samochwalnie o ich „ciężkich latach walki o aborcję” zostali słusznie zwyzywani przez protestujące. Zgromadzone jednoznacznie wskazały brak możliwości dalszego czekania na mityczne demokratyczne otwarcia i w bojowy oraz konfrontacyjny sposób uciszyły obecnych polityków z KO. Podobnie żałosną formę miała kontrdemonstracja paru antyaborcyjnych reakcjonistów, która utonęła w okrzykach tysięcznego tłumu.

Niektóre wystąpienia nosiły jednak znamię wpływu wspomnianych środowisk – osoby skupione wokół tradycyjnego OSK czy Akcji Demokracja, akcentowały swoje długoletnie uczestnictwo we wspomnianych walkach. Zdawać się mogło, że dla tych wieloletnich aktywistów, słuszne, bojowe nastroje demonstrujących mas były tylko głośnym tłem do podsumowania indywidualnej kariery politycznej i wystąpienia na wiecu. Objawiało się to w wyraźnym spadku entuzjazmu protestujących względem ich wypowiedzi, w porównaniu do reszty agitacyjnych przemów i okrzyków, którymi tłum wypełniał wąskie uliczki Starego Miasta.

Jutrzejszą publikację poświęcimy analizie wynikającej z obserwacji, które zdali nasi korespondeci, ale i również taką, która wynika z historycznych uwarunkowań walki o prawa kobiet oraz o inne zdobycze demokratyczne w kraju.