Maszyniści w całej Polsce zwolnili na przejazdach, w proteście przeciwko niebezpiecznym warunkom i zaniedbaniom infrastruktury. Kryzys sektoru ciągnie się jeszcze głębiej.
W piątek, 11 września, kolejarze w całej Polsce zwolnili na przejazdach kolejowych do 20 km/h, co spowodowało ogromne opóźnienia w skali kraju. Rekordowe opóźnienia na liniach PKP wynosiły nawet 330 minut, czyli 5.5 godziny, jak w przypadku „Ślązaka” relacji Szczecin – Wrocław. Działania te pracownicy kolei podjęli w odpowiedzi na skandaliczne warunki bezpieczeństwa pracy, wynikające z nieodpowiednich przepisów i wszechobecności funkcjonowania drogowych przejazdów kolejowych, które raz po raz doprowadzają do wypadków na rogatkach. Akcję podjęto z inicjatywy Związku Zawodowego Maszynistów Kolejowych w Polsce. Mówiąc o sytuacji bezpieczeństwa w tym sektorze transportu, prezydent związku w rozmowie dla Radia Zet podkreślił – „Została przekroczona czerwona linia”.
Podczas gdy związek od półtora roku prowadzi kampanię „Chcę Żyć”, nagłaśniającą poziom niebezpieczeństwa i zawodność przepisów oraz apeluje, bez odpowiedzi, o poprawę warunków do Ministerstwa Infrastruktury, to statystycznie na przejazdach kolejowych wypadki zdarzają się już w co drugi dzień. Wyraźny ich wzrost rejstrują statystyki Urzędu Transportu Kolejowego (UTK), podczas gdy w 2025 r., na przejazdach doszło do 186 wypadków, to do końca sierpnia 2026 r., mowa już o 138 w skali ośmiu miesięcy.
Bezpośrednim impulsem do eskalacji w strajk, walki o poprawę warunków pracy, była katastrofa z środy 9 września gdzie w okolicach Przysuchy na Mazowszu pociąg relacji Lublin-Szczecin, zderzył się na przejeździe z drogą wojewódzką z samochodem ciężarowym, w wyniku czego zginęła 1 osoba, a ponad 20 zostało rannych, w tym 8 ciężko.
Jednocześnie przy eksalującym kryzysie infrastruktury bezpieczeństwa na kolei, odśpiewywane jako historie sukcesu, punktowe inwestycje, które w ostatnich latach poprawiły czasy przejazdu na wybranych trasach i ograniczyły opóźnienia, nie mogą w żadnym stopniu równać się efektom katastrofy jaką na infrasrukturze kolei dokonała transformacja, a która po dzień dziesiejszy nie została zażegnana. Podczas gdy od 1989 r., Polska utraciła od 25% do nawet 1/3-ciej całej sieci trakcyjnej, a ponad 50 miast liczących powyżej 10-tysięcy mieszkańców utraciło połączenia, to sytuacja z perspektywy maszynistów i bezpieczeństwa pracy uległa jedynie pogorszeniu. Na tej płaszczyźnie, możemy zauważyć więc, że na polskiej kolei połączeń mamy znacznie mniej, ale za to jeździ się jeszcze bardziej niebezpiecznie!
Masowe zwolnienia w PKP Cargo przy braku pracowników?
Czyli polskie koleje Schrodingera
W tle katastrofalnej sytuacji infrastruktury podstawowej, transport kolejowy boryka się z jeszcze jednym równie kuriozalnym problemem. Podczas gdy PKP Cargo finalizuje zwolnienie 2.5 tysiąca pracowników w tle restrukturyzacji spółki (1041 w 2025 r. i 1388 w 2026 r.), to w sektorze ogółem panuje ogromny niedobór maszynistów i personelu. Jak przyznawał w 2023 roku Krzysztof Świerczek, członek zarządu PKP Intercity, na 90 tys. Pracowników w sektorze w kraju, 43 tys. z nich jest powyżej 50 roku życia, co sprawia że do 2031 roku potrzebnych będzie 22 tys. samych maszynistów, a całość sektoru wymaga dziesiątek tysięcy rąk do pracy w ramach zmiany pokoleniowej.
Tutaj martwiący obraz malują dane UTK według nich na rok 2024, jedynie nieco ponad 1000 osób i nieco ponad 500 kolejnych przystępowało odpowiednio: do egzaminów na licencję maszynisty i do egzaminów na pierwsze świadectwo w skali całego roku.
Przy ogólnym rozkładzie infrastruktury podstawowej, kuriozalnej sytuacji zwolnień grupowych w tak skrajnie deficytowym w pracowników sektorze, spowodowanych przez rozwarstwienie podmiotów gospodarczych wewnątrz sektoru, kapitalistyczną anarchię produkcji oraz politykę zaciskania pasa panującą wśród spółek publicznych i w tle ciągle pogarszających się warunków pracy. Trudno nie zauważyć, jak polska kolej oraz polityka państwa wobec niej realnie drążą zewsząd trapiący koleje kryzys w coraz to głębszą zapaść.

