Prawo masowej inwigilacji “Kontrola czatów 1.0” przedłużone do 2028 roku, na wniosek rządów krajów członkowskich UE i mniejszości w Parlamencie Europejskim.
9 Lipca, mniejszością głosów (276-314) sforsowano, procedurę przedłużenia obecnej legislacji zainicjowanej z ramienia Rady Europejskiej w 2021 roku, dotyczącej prawnego mechanizmu, zezwalającego na nieograniczone skanowanie czatów oraz ich załączników, wobec osób z Unii Europejskiej. Prawo to umożliwia gigantom takim jak; Meta, Google, Microsoft czy Discord, dalszy dostęp do czatów prywatnych użytkowników, bez żadnego nakazu sądowego ani administracyjnego. Mogą one skanować, wszelkie treści w czatach publicznych, grupowych lub skrzynkach mailowych, osób z Unii Europejskiej, pod pretekstem “zwalczania wyzysku seksualnego dzieci w internecie”.
Pomimo odrzucenia w Parlamencie Europejskim, licznych czytań nad przedłużeniem tego prawa, zostało ono podtrzymane mniejszością głosów. Stało się to w ramach skrajnie antydemokratycznej procedury, która wymusza osiągnięcie bezpośredniej większości (ponad 360 głosów), na stronie dążącej do nieprzedłużenia obowiązującej ustawy nadzwyczajnej. Sięgając 2021 roku, Kontrola Czatów 1.0, zrodziła się właśnie jako “tymczasowa” ustawa nadzwyczajna. Umożliwia ona gigatnom telekomunikacji skanowanie (masową inwigilację); rozmów oraz przesyłu plików, przez swoich użytkowników. To wszystko w poszukiwaniu materiałów, które miałyby naruszać “prawa dzieci”. Daje ona więc prawo do prowadzenia rządowo usankcjonowanej inwigilacji przepływu komunikacji i plików. Poza tradycyjnymi aplikacjami do czatowania, przysługuje ono min.; dostawcom internetu, firmom hostingowym, sklepom internetowym oraz operatorom gier komputerowych.
Ze względu na istotny opór, obecne przedłużenie prawa zostało przyjęte dopiero po wyłączeniu komunikatorów szyfrowanych (E2E), z zakresu jego obowiązywania. Samo głosowanie przeprowadzono w przeddzień letniej przerwy sesyjnej w Parlamencie Europejskim. Tym samym, wykorzystano urlop i lenistwo setek eurodeputowanych, którzy inscenizowali stanie w obronie naszego prawa do prywatności. Obecnie trwają również prace nad “Kontrolą Czatów 2.0”. Realizowane są one z inicjatywy rządów krajów członkowskich, a utrzymane są w atmosferze ciężkich negocjacji, dążących do ustanowienia stałego mechanizmu monitorowania sieci. Negocjacje między rządami, nad wersją 2.0. prawa obejmują dyskusje dotyczące możliwości nałożenia na dostarczycieli komunikatorów czatów, email, itp. odgórnego obowiązku skanowania wszelkich rozmów i plików użytkowników. W najbardziej radykalnych propozycjach mowa o obowiązku skanowania, również przez platformy oferujące szyfrowanie końcowe komunikacji, wszelkich treści ze strony dostarczyciela – zanim nastąpi ich przesył.
Polski rząd formalnie występuje w pozycji “neutralnej” wobec prac nad wersjami 1.0 i 2.0. Jednocześnie w Parlamencie Europejskim, zatrważająca większość polskich eurodeputowanych, min. z PiSu, KO i Lewicy, głosowała za przedłużeniem masowej inwigilacji naszych treści internetowych. W stosunku 33-12-8 (za-przeciw-na urlopie), kontrolowana opozycja naszego rządu w Radzie Europy, uzupełniona została jednym z najsilniejszych bloków przepychających to prawo w Parlamencie Europejskim. Ostatecznym splunięciem w twarz fasadowej demokracji unii i rzekomego w niej, współudziału Polski, jest fakt, że za przedłużeniem prawa mającym “chronić dzieci” głosowali wszyscy łaskawie obecni w “pracy” deputowani PiSu oraz PO. Są to partie matki odpowiedno; polityków uwikłanych w polski odpowiednik afery Epsteina – “Aferę Podkarpacką”, a z drugiej strony barykady w obronę odpowiedzialnych za tuszowanie akt z finansowania fundacji skazanego pedofila Roberta K., przez radnych KO z Warszawy. Na rzecz dalszej inwigilacji, w “obronie dzieci”, wystąpili też tacy “lewicowi” europosłowie, jak choćby słynący na cały kraj z pokojowego i nieprzemocowego życia rodzinnego – Robert Biedroń.
Podczas, gdy obecna wersja prawa nie wprowadza isotnych zmian do tego co obowiązuje w wspólnocie od 2021 r., to procedura przedłużenia go do kwietnia 2028 roku, pokazuje desperację biurokratów i klas rządzących w Unii. Ci gotowi są aranżować fasadowy opór w krajach wspólnoty na poziomie Rady, oraz forsować głosowania nad obecnymi regulacjami mniejszością głosów. Szczególnie istotnym jest więc jednoznaczne odrzucenie wszelkiej reformistycznej narracji, również w kontekście unijnym. Organy porozumienia europejskich klas rządzących, takie jak Rada, ale i wtórnie Parlament Europejski, nie stanowią adekwatnych narzędzi walki w obronie praw demokratycznych. Wręcz przeciwnie stanowią one instytucje zaprojektowane do przepychania mechanizmów broniących zgniłe aparaty państwowe oraz nadają im nowe narzędzia kontroli społeczeństw.
Pokazowa opozycja, legitymizująca te ciała, czy ta już w nich obecna (np. Konfederacja), czy żerująca na miejsca w nich, w oparciu o słuszny gniew wobec odbioru naszych praw (np. Razem), nie reprezentuje żadnej alternatywy wobec obecnego kryzysu praw obywatelskich, w szczególności nie wewnątrz tych aparatów.

